Forum Brzeg on
Regulamin Kalendarz Szukaj Album Rejestracja Zaloguj

MegaExpert

Poprzedni temat :: Następny temat
Jak to za króla Maciej było...obiecana bajeczka sprzed 4 lat
Autor Wiadomość
Naczelna PP-B 



Wiek: 46
Dołączyła: 31 Sie 2006

UP 0 / UP 0



Wysłany: 2006-09-14, 16:46   Jak to za króla Maciej było...obiecana bajeczka sprzed 4 lat

O dobrym Królu Macieju i inaczej krasnych ludkach.

Pewnego pięknego październikowego dnia obudził się Maciuś i spojrzał w okno.
„Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to jeszcze dziś stanie się to, na co czekałem od dawna- pomyślał- Walka skończona, wrogowie pokonani i skłóceni. Twierdza zdobyta. Nadchodzi mój czas!” I rozmarzył się Maciuś, a oczyma wyobraźni widział koronę na swej głowie i poddanych bijących pokłony i przyjaciół swych wiernych, towarzyszy walki po prawicy i lewicy swojej. I ciepło mu się zrobiło na sercu i dobrze jakoś...
Wyskoczył z łóżka, wyjrzał przez okno i spojrzał na tę ziemię, która- nie wątpił- wkrótce będzie jego królestwem. I widział Maciuś dziury w drogach i tynk na budynkach odrapany i pana Zenka z sąsiedztwa, który nie wytrzeźwiawszy jeszcze po wczorajszej biesiadzie, niekompletnie ubrany psa brudnego na spacer wyprowadzał. A pies ten czynił na trawniku rzeczy nieestetyczne... Odwrócił Maciuś wzrok swój wrażliwy i powrócił myślami do korony, zaszczytów, honorów... Władzy ...

I nadeszła wielka godzina, wszystko po myśli Maciusia poszło. I nie było już Maciusia, był Król. Król Maciej Pierwszy.
Nie zapomniał nowy władca o towarzyszach swoich wiernych, którzy na tron dostać mu się pomogli. Zgromadził ich wokół tronu swego i rzekł „Kochani! To ja- gospodarz tej mieściny i okolic! Król Maciej Pierwszy! Za waszą wierność i lojalność będziecie nagrodzeni’ Jak powiedział, tak też uczynił. Najwierniejsi z kompanii zostali Wielkimi Przybocznymi. Innym również co nieco się dostało. Lecz niektórzy nie docenili hojności króla nowego, w swej pazerności nienasyceni. Uśmiechali się i dziękowali, lecz w oczach im zawiść błyskała i klęli cicho pod nosami swymi.
Lecz nie widział tego król Maciej, bo zbyt duża na jego głowę korona, na oczy się obsunęła. Nie na długo jednak władca wizję stracił, gdyż Przyboczni jego z pomocą pośpieszyli i używszy kleju mocnego, koronę we właściwej pozycji na królewskiej głowie osadzili. A trzech nowych Przybocznych było, niczym trzech muszkieterów, lecz o imionach pospolitych bardziej: Baciuś, Byciuś i Rajtuś.

Baciuś, niemałej postury człowiek, wzrokiem spoglądał na zwykłych poddanych niejako karcącym. Co i rusz na boki spojrzenie jego czujne wędrowało, niebezpieczeństwa wypatrując. Twarz mu się jakby co chwilę zmieniała, przybierając to srogie, to znowu łagodne oblicze. Czuł respekt przed królem Maciejem, a jakże! To Król go wyciągnął z pospólstwa na szczyty. Już nie był takim zwykłym Baciusiem z miasta. Teraz to on vice-królem został!
Byciuś, zwany również Samochodzikiem (z powodu swych wcześniejszych do autek zamiłowań) – drugi Przyboczny, inną funkcję od króla otrzymał. W swej madrości Maciej zostawił Byciusia wśród rajców, aby zaufany człowiek w Radzie zasiadał. A zaufanie król do Byciusia miał, boć to wiadomo, że w czasach dawnych jeden zawód wykonywali, a prawda to znana, że belfer belfrowi oka nie wykole. Zasiadał więc Byciuś pośród Rajców tej mieściny i czuł wielką wdzięczność dla Króla za takie wyróżnienie.
Rajtuś z całej trójki był najładniejszy. Kompan, druh serdeczny Maciusia, a i Baciusia i Byciusia przyjaciel wielki. I on otrzymał tytuł vice- króla. Oczy mu dumą rozbłysły, gdy nominację z rąk przyjaciela odbierał. I sam nie wierzył w to szczęście. Już więcej nie będzie opornych dzieciaków dookoła fosy przeganiać, ni fiołków uczyć, ni z piłką głupią, okrągłą po boiskach latać...

Był tez Żebruś, wesoły chłopak, który kompanię rozbawiał. Jakże mu Maciuś,- Król Najjaśniejszy – miał nie podarować zaszczytów, tytułów...a że jeno etat błazna nadwornego dla niego się ostał? Wszak i to funkcja odpowiedzialna, czego Stańczyk z zamierzchłych czasów był przykładem był najlepszym.
Silna to była kompania i zgrana, gotowa stawić czoła problemom. A problemów było niemało. Choćby ten: Z królestwem graniczyły ziemie onegdaj przez obcy, czerwony naród oblegane. Ugór to był i ruina. I rzekł król Maciej: „Szkoda, żeby puste stało! Zagospodarować pustkowie trzeba” I dumny był z siebie, bo wiedział, że to, co powiedział było dobre.

Lud czekał i wierzył że lepiej będzie i król porządek zaprowadzi. Lecz wśród ludu zli ludzie krążyli, podjudzacze i wrogowie władcy nowego. Fałszywe ich oczy czujnie wypatrywały potknięcia Macieja, czekali niczym sępy albo hieny jakoweś... I „kiś” „kiś” mówili palcem o palec pocierając, i języki pokazywali. I smuciło to króla, bo widział, że to nie jest dobre.

Aż nadszedł czas działania. „Aby zmiany na lepsze w Królestwie wprowadzić, Strategia koniecznie jest potrzebna!”- powiedział Maciej i od słów do czynów przeszedł. Powołał Zespół co strategię przygotował. I widział Maciej że Strategia jest dobra.

Sprawy wagi państwowej, reform wdrażanie i problemów rozwiązywanie ważne jest, ale nie tylko po to się przecież królem zostaje! Król ma wszak klawe życie, tak zawsze w książkach było i filmach różnych. Na przykład taki jeden król, Stasiek mu chyba było, w czwartek każdy obiad robił i gości zapraszał... Maciejowi, który towarzyskim człowiekiem był, bardzo się to podobało i w ślady króla dawnego pójść postanowił. A żeby nikt nie powiedział, że odgapia, to zamiast czwartku, środa dniem wyjątkowym została, no i oczywiście obiad w grę nie wchodził, bo to nie przystoi, ale spotkanie służbowe ważne...
W Wielkie Środy- bo tak te dni nazwane zostały- król i jego wierni towarzysze siadywali wygodnie na zamku Oj działo się w środy na zamku, działo...
Na pierwszym spotkaniu tort wniesiono wielki, tak wielki, tak wielki, że dwudziestu chłopa musiało go targać, a i zmachali się okrutnie. Król z miną uroczystą począł tort dzielić, sprawiedliwie każdemu według zasług porcje dobierając. Takoż i największy kawałek jemu samemu się dostał, ale i wierni jego towarzysze na wielkość porcyjek nie narzekali. Używali sobie przy tym co niemiara, miód i wino lało się strumieniami.
Mniejsi posturą i wiarą w Macieja Króla mniejsze kawałki dostali. Kłaniali się w pas i dziękowali, ale jak król nie patrzył, to palce środkowe do góry wyciągali i inne gesty nieładne czynili w zawiści swojej.

W taki oto przyjemny i sympatyczny sposób król Maciej i jego świta przyboczna przetrwali srogą zimę- pijąc, jedząc i dzieląc ten torcik w każdą Wielką Środę.

Nastał luty- choć srogi, lecz zwiastujący koniec zimy (bo przecież po lutym jest marzec, a to początek, a to początek przedwiośnia). Obudziła się drużyna Króla Macieja z miłego snu zimowego...
Lecz co to? Kto widział, by Król i jego kamraci nagle oszczędzać i pasa zaciskać musieli? Tak być nie może!!!- rzekli rajcowie. I wszyscy przyznali im rację.

Tego oto pięknego miesiąca otwarto Skarbiec Miejski dla Króla i jego potrzebujących z otoczenia Maciusia. Ktoś się sprzeciwić próbował! Lecz któż to był taki, że śmiał w ogóle poruszyć...odezwać? Tak słabym głosem za wiele nie zdziała, a już zamknąć strumienia płynącego ze skarbca nie zdoła tym bardziej.

Wszystkim chłopcom z drużyny Króla Macieja od razu humory się poprawiły i umysły rozjaśniły. Królowi również dzięki temu było lżej na duszy. A że rok był nowy i tak pięknie się zaczął, postanowił Król Maciuś coś dla swojej mieściny, swych poddanych uczynić.
I uczynił, a jakże! Wpuścił do miasta coś, czemu ludzie bardzo się dziwowali. Bo przecież już jedna taka wielka Telekoma była! Więc po cóż nam jeszcze Netija?- myśleli.
Oj głupiutkie, wy ludziska, głupiutkie. Oto król chce waszego dobra, a wy się dziwujecie i fochy stroicie? Toć Netija w waszej mieścinie przyniesie wiele dobrego, wam samym jakże życie ułatwi1

I jeszcze Król Maciej o poddanych nie zapomniał, namęczył się wielce i wszystkim przedstawił „Strategię rozwoju mieściny na lata następne”. Do tego wszystkiego jeszcze expose dołożył. A i związek założył z królestwem sąsiednim, Ekosmokiem go zwąc na postrach innym, mniejszym i uboższym królestwom. Król Maciej został natenczas Najwyższym tego związku wybranym.
Tyle ważnych rzeczy dla pospólstwa miejskiego nasz Król Maciej tylko w jednym, jedynym miesiącu uczynił.

Minął kwiecień, a wraz z nim minęła nadzieja na podniesienie naszej mieściny do rangi Miasta Festiwalowego. A to dzięki niejakiemu Wacikowi, który ponoć sztukę krzewi wśród prostaków miejskich, jak również poetów namawia do najazdów i szturmów na mieścinę naszą.
I nastał maj piękny, zielony, słoneczny, wszystko się budzi do życia...
Budzą się ptaszki, rośliny, zwierzątka...
Lecz także chwasty, robale, zdrajcy...

Niejaki Jakubek raniutko otrząsnął się nieco, ze snu zimowego obudził. Jakoś markotno zrobiło mu się na duszy i wcale wesoło nie było. Tak jakby odstawał od świty królewskiej, tak jakby go nie cenili. Posmutniał na twarzy, łzy radości poleciały po gładkim policzku Jakubka. On przecież był lepszy niż inni, był lepszy od Króla Macieja...
Choć sam Maciusia na tronie usadzał i innych do tego namawiał, poczuł, że jednak nie o to chodziło, by teraz gdzieś z boku, gdzieś w cieniu się chował.
I zawiść tak wielka w Jakubku wezbrała, i żal, i złość, i coś jeszcze, że poczuł nagle siłę wewnętrzną, by Maciejowi pokazać. Zaczął węszyć i szukać drogi, która doprowadziłaby go na szczyty...

Miał Maciej i żonę, bo Król z niego był prawdziwy. Królowej na chrzcie dano Dusia. Dusia wiedziała, że miejsce jej przy Królu jest, co Król każe, ona zrobić musi. Król jednak miał już dość wysłuchiwania od swojej małżonki- Dusi, że mało wciąż mało ze skarbca wyciąga, że sknera, że mało obrotny.
Jak wiadomo, Król Maciej głowę miał nie od parady. Pomyślał jeno chwilę i wyjście odnalazł. Wszak wszystkie szkółki miejskie do niego należały, a że chciał uświadomić Dusi, że aby mieć trzeba pracować, rzekł do niej biorąc ją w ramiona: „Najmilsza! Wszak rządzić umiesz! Więc rządź!”- i jedną ze szkółek jej podarował.

Jakubek tylko na to czekał w ukryciu...Wnet larum podniósł w niebiosa...ze kto co? Że jak to? Ze czemu i po co?- Tak krzyczał i głosił wśród rajców i tłumu, biedną Dusię piętnował.

Król Maciej mądrym był jednak człowiekiem, Jakubkiem się wcale nie przejął, dla miasta zaś swoje czynił dalej. Królewska żandarmeria skutecznie działała, wszelkie zło, chamstwo i gwałty tępiła „To sukces!”- pisano w gazetach o mieście. I cały świat patrzył na mieścinę naszą- gdzie dzielni żandarmi pod okiem Maciusia zwalczali przestępców i zbirów.

Król Maciej rzekł jasno i wyraźnie do wszystkich: „I urząd i Zamek i wszystko dookoła sprawniejsze być musi i lepiej zorganizowane!” Jak rzekł- tak i czynić począł.
A w Zamku różniście się działo...komnaty aż w szwach pękały od rozmaitych plotek i historyjek. Dworzanie i służba szeptali do ucha między sobą o różnych ekscesach, snuli barwne opowieści, mniej lub bardziej prawdziwe.
A wiadomo, ze w każdej plotce jest krztyna prawdy, a w niektórych zaś znacznie więcej...

Bo cóż się takiego w zamku działo? Ano romanse, harce i swawole...Każde dziecko wie, że na zamkach dworzanie mieszkają, a to niewiasty i mężowie przecież. I młodzi i starsi wiekowo, ale każdemu coś się od życia należy. Wśród niewiast niejaka dworka chętka była, temperamentna wielce chuć niemłoda już...Wiek swój jednakże należycie skrywała. A i mimo wieku ponętna być musiała nasza dworka Chętka skoro tak sprytnie i zwinnie Baciusia wokół palca owinęła. Baciuś nie zważał na oczu tysiące, które obserwowały jego poczynania. Bo umiłował sobie Baciuś dworkę Chętkę wielce. Gdzie ujrzał ją tylko, w którejkolwiek komnacie- w lico ucałował, uściskał przytulił, bo kochał ja wielce. A i dworce Chętce Baciuś nie był niemiłym, patrzyła na niego okiem łaskawym i pozwalała na wszelkie takowe działania, bo kobietą, mężczyzn rozumiejącą była.
Dworka Chętka ważną postacią na zamku była. Od niej wiele rzeczy zależeć musiało, dlatego reszta dworzan posłusznymi była i jedynie po katach szeptano czasami, jakoby ona świętymi węzłami małżeńskimi Baciusia oplątać planowała.
Najgłośniej o tym na Zamku i włościach gadano. Ktoś powie, że to rzecz małej wagi. Jednakże Baciuś jak zaczarowany za Chętką podążał i czynił cokolwiek kazała.
Król Maciej rzekł wtedy: „Baciusiu, przyjacielu, twe szczęście jest dla mnie ważniejsze niż reszta...idź i bądź szczęśliwy...”

W tym czasie Wacik opuścił Maćkowe pałace, do innych, większych się przeniósł. Zapłakał Maciej nad pustka ogromną, jaką zostawił Wacik za sobą... „Kto będzie teraz sztukę i kulturę w mieście krzewił? Kto gmach kultury na barkach udźwignie? Kto jak nie Wacik, no kto?” Zlitował się Wacik i rzekł do Króla: „Królu, ty nie płacz tak srodze. Będę wspomagał mieścinę kulturą. Będę ci ja jej menadżerem”. Podpisał król Maciej umowę dla mistrza i uśmiech mu twarz rozjaśnił.
Wnet Zamek Macieja i miasto podległe obiegły obmowy Jakubka. Przyczepił się do Dusi, królowej niebogi, i wszystkich przeciwko namawiał. I w prasie lokalnej mamił poddanych, że cos nie tak się dzieje.
Złość wzięła Macieja i Wielkich Przybocznych: „Jakubek ten zdrajca! Skazać go trzeba! Pod sąd musi zostać oddany!” I został.
Król Maciej niemało kłopotów miał, niemało i wszystkim się starał pomagać...
Ludziom, którzy z prostej zboczyli drogi, Król Maciej otwierał wrota, by mogli się naprostować. A może jedynie naiwny był wielce...któż wie to, jak nie on sam?
Przygarnął pod swoje skrzydła miłościwie Tyczywoja- byłego żandarma. Mianował go swoim następnym przybocznym, bo serce miał litościwe. Ochronić go chciał przed sądu niesprawiedliwym wyrokiem. Lecz i wśród żandarmów podległych Królowi znaleźli się zdrajcy żałośni.
Był styczeń i wieczór był zimowy i jechał Baciuś powozem do domu. Wszak winni zrozumieć, że w wieczór tak mroźny, on musiał się czymś ogrzewać. Tych kilka łyków przepysznej gorzałki przetrwać mu drogę pomogło, lecz podli żandarmi bez słowa żadnego zabrali mu powóz i jego samego jak zbója, pijaka potraktowali.
Był zły Król Maciej, lecz czy na Baciusia, czy na tych podłych żandarmów...?Źle dzieje się w mieście podległym Królowi, co chwilę coś z kąta wyłazi...
To- znany nam już Jakubek- sądu się nie przestraszył, lecz dalej poddanych podjudza przeciwko Królowi i biednej Dusi.
To- pożar ogromny strawił doszczętnie jedną z Królowi podległych kamienic.
To- znowu wielki pożar pochłonął bezpowrotnie wielki przybytek zabawy w mieścinie.
To- wreszcie Dusia, Królowa najmilsza, nie zdołała owych Jakubkowych pomówień wytrzymać i sama oddała szkółkę. Szkółkę otrzymał niejaki Kubek. Kto to jest? Nieważne. Już nikt, jak Królowa tak uczniów wychować nie zdoła.

Oj toczy się to wszystko, toczy jakby królowi na przekór.
Lecz i nie tylko złe rzeczy w królestwie Maćkowym się dzieją. On sam rządzi dobrze i dobrem tym dzieli poddanych. Zezwolił na powstanie w swym mieście niewielkim przybytków rozkoszy dla niewiast. Bo czym, jak nie rozkoszą dla każdej niewiasty jest możność robienia zakupów? Dwa wielkie markety wnet się pojawiły, lecz był przecież jeszcze jeden. W sumie trzy! Jak bardzo kochały niewiasty Maciusia, a i mężowie niemało. Wszak Ci mieli spokój w domach i karczmach, gdy kobiety po wielkich marketach chodziły... Nie przewidział Król dwóch rzeczy jednakże...Że kupcom mieściny to się nie spodoba...
Że jeden market to bubel ogromny, wnet chylić się jął ku dołowi...

Wpadł Maciej na pomysł, by o mieścinie i jego królestwie dowiedział się świat cały.
Wyzwał na pojedynek (lecz jakże nierówny) królestwo znad Morza samego.
I kazał głosować światu całemu, kto wygrać ma, kto jest najlepszy. Sprytem się wykazał nasz ról, bo wiedział, że w jego mieścinie i Telekoma i Netija, dwa wielkie stwory były, a miasto znad Morza pojęcia nie miało do czego to? Po co? I komu służy?
Sposobem Macieja na wygraną mieściny były miłujące go dworki, co to się dziećmi małymi zajmować miały. Te oto niewiasty, uczone i mądre- na miasto głosować i dzwonić musiały.
I nasza mieścina wygrała!
I świat stanął przed nią otworem!
Lecz chwile tryumfu przysłoniły inne zdarzenia na Zamku i wśród poddanych.
Bo oto ktoś doniósł, że Król miłościwy i jego przyboczni Rycerze, rzecz wielce haniebną zrobili, że grunty i domy siłą i władzą sobie przywłaszczyli. Toć kłamstwo!
I doniósł ktoś jeszcze na Chętkę niebogą, że rządzi nieprawnie i wbrew ustaleniom. Lecz wszakże niewiasta może się pomylić, bo czyż każdy musi słuchać o czym rajcy bają?

I nastał czerwiec- już prawie dwa lata- jak Maciuś siedzi na tronie. Namęczył się bardzo panując nam ciężko, należy mu się nagroda. Choć rajcy nieliczni nie chcieli mu przyznać nagrody za panowanie, nie spojrzał w ich stronę ni razu. Skarbiec otworzył i siedem tysięcy diamentów wyciągnął dla siebie i Dusi najmilszej, by łzy jej obetrzeć po straconej szkółce.

Chciał sięgnąć Król Maciej również do kieszeni Pączka, byłego kompana, by uszczknąć dla swoich rycerzy. Lecz Pączek miał dość łakomstwa Maciusia i odszedł z komnat zamkowych, opuścił dwór Maćka, podążył do siebie, zrozumiał, że to nie dla niego.
Zły okres się zaczął w panowaniu Maćkowym. Coś ciągle zgrzyta i nie gra. Jakubek od Sądu wywinął się sprytnie i jeszcze Król musiał z kieszeni dołożyć...Szef miejskich strażaków dokument o dziwnie nadanym przydomku przedstawił, lecz Maciej już Kwiatka powołał na szczęście.
I kupcy się miejscy buntować zaczęli „Precz z marketami! Żadnych więcej!!”- krzyczeli.
I mieszkańcy mieściny bez pracy i chleba już mieli dość pustych obietnic Maćkowych.

I Edd się odezwał najgłośniej jak umiał „Precz z Królem Maciejem, co kłamie i innych nie rozumie”
I wszystko się jęło na głowę Królowi Maćkowi zwalać...
Aż wreszcie wśród rajców ktoś donośniej, wyraźniej zakrzyknął: „Odwołać Króla!!! Maciej źle rządzi”

I szum się zrobił na Sali. Rajcowie zdziwieni patrzyli po sobie, ktoś myślałby, że jednak się bali. I rwetes ogromny i krzyki i wrzaski wśród braci rajcowskich nastały.
Lecz brakło tym zdrajcom siły i głosów, by Maćka ot tak odwołali.
Król Maciek blady, przejęty i mokry od potu na twarzy, pomyślał przez chwilę, że oto się kończy jego królewskie władanie.
Jak dobrze, że wcześniej pomyślał o Dusi i swoich ślicznych pociechach. Że domek tak śliczny, przy ślicznej, nieznanej nikomu uliczce, postawić zdołał i zdążył.

I tak się kończy powoli bajeczka. Króla, któren na tron decyzją narodu wyniesion jest, z tronu ten naród zdjąć też może. I zdejmie niechybnie, „Bo z woli narodu rządząc- o przysłowiach, mądrością narodu zwanych, zapominać nie wolno”. Jest przysłowie, o jednym takim, „co dwa razy traci”. Zapomniał Maciej o nim i o innym jeszcze „że nie kąsa się ręki, która karmi”. Ale tak to już bywa na tym świecie, że zwierzę choć „domowe i wierne, palec dostawszy na rękę całą się połakomi”...
Ps. Wszelkie podobieństwo zdarzeń, miejsc, postaci z tej bajki nie były przypadkowe i niezamierzone
0 UP 0 DOWN
 
Roztropek 


Wiek: 68
Dołączył: 11 Sie 2006

UP 344 / UP 162


Skąd: tutejszy

Wysłany: 2006-09-14, 18:29   

To raczej współczesny TREN nie bajka. Wyraża ból i żal po stracie stanowiska przez głównego sponsora wychwalając jego zalety i zasługi. Warto zgłosić do odpowiedniej komisji jako nowy gatunek literacki.
0 UP 0 DOWN
 
qwerty 



Wiek: 81
Dołączył: 07 Lut 2006

UP 7 / UP 1


Skąd: OB

Wysłany: 2006-09-17, 14:21   

:D
0 UP 0 DOWN
 
Baba Riba 
Baba Riba


Wiek: 41
Dołączyła: 23 Sie 2006

UP 0 / UP 0



Wysłany: 2006-09-17, 18:09   

Jeśli choćby połowa z treści tej bajki polega na faktach, to z obecnym brzeskim PiS-em i jego władcami jest znacznie gorzej, niż myślałam...
Boże chroń Brzeg!
0 UP 0 DOWN
 
Bartek T. 
poszukiwacz



Wiek: 39
Dołączył: 23 Wrz 2006

UP 161 / UP 140


Skąd: Brzeg

Wysłany: 2006-09-24, 01:30   

Pamiętam, pamiętam! Bajka ukazała się niemal dokładnie 4 lata temu. W Magazynie Brzeskim?? Niestety - ludzie nie pamiętają zapewne częsći z występujących postaci. A co gorsze - o zgrozo! - nie pamiętają głównego bohatera i jego czynów!! Ino patrzeć jak Maciusia I wybiorą ponownie a tym razem (pośrednio) na władcę powiatu :(
0 UP 0 DOWN
 
Cyborg 


Wiek: 48
Dołączył: 10 Lis 2005

UP 0 / UP 0


Skąd: Skarbimierz Osiedle

Wysłany: 2006-09-24, 07:58   

Bartek T. napisał/a:
no patrzeć jak Maciusia I wybiorą ponownie a tym razem (pośrednio) na władcę powiatu :(
To może w końcu skończyć z tym sentymentem do "monarchizmu" i zająć się demokracją :?:
0 UP 0 DOWN
 
cybermac 



Wiek: 51
Dołączył: 06 Maj 2006

UP 0 / UP 0


Skąd: Skarbimierz Osiedle

Wysłany: 2006-09-24, 11:05   

odnoszę wrażenie,że panorama ma od niedawna jeszcze jedną dodatkową stronę dla czytelnika - na forum. słabo się czyta wersja papierowa to może w wersji elektronicznej? no takie długie teksty-jestem pełen podziwu. nie mam za bardzo czasu czytać takich długasów a co dopiero pisać. :D muszę zmienić pracę. też bym tak chętnie popisał :mrgreen:
0 UP 0 DOWN
 
Bartek T. 
poszukiwacz



Wiek: 39
Dołączył: 23 Wrz 2006

UP 161 / UP 140


Skąd: Brzeg

Wysłany: 2006-09-25, 18:59   

Prawda to - treści tej dłuuugości nie cieszą się popularnością na forach internetowych. Mnie osobiście zniechęcają wogóle do podejmowania tematu. Tu podjąłem tylko dlatego że znam tekst (i aktorów :P )
0 UP 0 DOWN
 
Baba Riba 
Baba Riba


Wiek: 41
Dołączyła: 23 Sie 2006

UP 0 / UP 0



Wysłany: 2006-10-08, 13:54   

Bartek T. napisał/a:
Tu podjąłem tylko dlatego że znam tekst (i aktorów )

Tak zwykle bywa na lokalnych podwórkach, że wszyscy się jakoś tam znają.
Pytanie brzmi: na ile i dlaczego się znają? ;-)
0 UP 0 DOWN
 
Bartek T. 
poszukiwacz



Wiek: 39
Dołączył: 23 Wrz 2006

UP 161 / UP 140


Skąd: Brzeg

Wysłany: 2006-10-08, 16:59   

Baba Riba napisał/a:
Pytanie brzmi: na ile i dlaczego się znają? ;-)

Przedziwne pytanie. Dlaczego się znają to odpowiedziała sobie Pani powyżej. Na ile? Na tyle ile potrzeba jak sądze. Aby komuś zaufać i wybrać albo wręcz przeciwnie.
0 UP 0 DOWN
 
Baba Riba 
Baba Riba


Wiek: 41
Dołączyła: 23 Sie 2006

UP 0 / UP 0



Wysłany: 2006-10-08, 17:02   

Pozostaję więc w przekonaniu, ze w tym przypadku raczej "wręcz przeciwnie"?
0 UP 0 DOWN
 
Bartek T. 
poszukiwacz



Wiek: 39
Dołączył: 23 Wrz 2006

UP 161 / UP 140


Skąd: Brzeg

Wysłany: 2006-10-08, 23:36   

Ojej, Pani Babo Ribo - znowu się zgadzamy! Straszne ;)
0 UP 0 DOWN
 
Baba Riba 
Baba Riba


Wiek: 41
Dołączyła: 23 Sie 2006

UP 0 / UP 0



Wysłany: 2006-10-09, 02:39   

Bartek T. napisał/a:
Pani Babo Ribo - znowu się zgadzamy! Straszne

Właśnie!
A co na to Pan niegdyś pozdrowiony? :wink:
0 UP 0 DOWN
 
Bartek T. 
poszukiwacz



Wiek: 39
Dołączył: 23 Wrz 2006

UP 161 / UP 140


Skąd: Brzeg

Wysłany: 2006-10-09, 22:54   

Baba Riba napisał/a:
Właśnie!
A co na to Pan niegdyś pozdrowiony? :wink:

Przeżywa katusze jak sądze :P
A tak naprawdę przyklaskuje mi :)
0 UP 0 DOWN
 
Baba Riba 
Baba Riba


Wiek: 41
Dołączyła: 23 Sie 2006

UP 0 / UP 0



Wysłany: 2006-10-09, 23:19   

Bartek T. napisał/a:
A tak naprawdę przyklaskuje mi

W zgadzaniu się z diablicą wstrętnego liberalizmu? :o
0 UP 0 DOWN
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Zobacz posty nieprzeczytane

Skocz do:  

Tagi tematu: bajeczka, bylo, jak, krola, lat, maciej, obiecana, sprzed, to, za


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template BMan1Blue v 0.6 modified by Nasedo
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 32
Nasze Serwisy:









Informator Miejski:

  • Katalog Firm w Brzegu